Wzmacniacz lampowy w układzie przeciwsobnym

     Tak się złożyło, że w pewnym momencie życia zrozumiałem, że muszę zbudować lampowy wzmacniacz audio. Mimo to, że w mieszkaniu mam 2 amplitunery, muzyki słucham w trybie Surround a filmów w Dolby DIGITAL bądź DTS. I nie chodzi tu o jakieś potrzeby audiofilskie, słuch mam raczej przeciętny i warunki odsłuchowe w domu również nie lepsze. Zrozumiałem, że muszę zbudować taki wzmacniacz dla samej przyjemności jego tworzenia. Dlaczego akurat według układu JONASA z działu DIY to już inna historia, w każdym razie był to świadomy wybór, po przejrzeniu mnóstwa stron internetowych i różnych schematów. Ponieważ w moim wzmacniaczu spory udział ma FONAR – schemat z jego witryny a lampy i podstawki ze sklepu postanowiłem go opisać w dziale DIY, może kogoś to zainteresuje a może pomoże też rozwiązać jakiś problem.
     I tu chciałbym się trochę cofnąć w czasie do lat młodości. Pochodzę z pokolenia w którym odbiorniki radiowe to były duże drewniane skrzynki ze szklaną skalą, świeciło w nich na zielono „magiczne oko’, a jak się zajrzało od tyłu to wśród plątaniny różnych przedmiotów żarzyły się pomarańczowo-czerwone ogniki. Tak mnie to urzekło, że kilka odbiorników radiowych straciło życie a ja na własnej skórze odczułem co to jest kondensator elektrolityczny – nawet po wyłączeniu zasilania. Na szczęście miałem mądrych rodziców, którzy nie dość, że nie ganili mnie za zniszczone radia to jeszcze kupowali odpowiednią literaturę abym zaczął coś robić świadomie. A więc wkrótce powstały pierwsze moje lampowe radia z reakcją, za pomocą których można było także zakłócać odbiór sąsiadom a później wzmacniacze do gramofonu oraz mój sztandarowy produkt tamtego czasu – wzmacniacz push-pull na 2xEL 84 do którego dosłownie własnoręcznie nawinąłem transformator wyjściowy. O jakości nie wspomnę w każdym razie dawał moc, która szkolnemu zespołowi muzycznemu pozwoliła występować na różnych imprezach [a było tego jakieś 15 W, może 18 przy przesterowaniu]. Tranzystory to była wtedy rzecz egzotyczna i droga. Oczywiście wzmacniacze tranzystorowe też próbowało się budować, ale pamiętam ból po zniszczeniu tranzystora typu TG52 czy TG 70. Potem były lata 70-te z posuchą na rynku audio-video a więc budowałem wzmacniacze, które nagłaśniały mieszkania kolegów i znajomych. Początkowo były to tranzystory [ach te niezapomniane 2N3055] a potem różne UL i GML. Później nastały czasy układów TDA, gdzie już złożenie dobrego wzmacniacza stało się prozaicznie proste, należało tylko je tak zmontować i zasilać aby się nie wzbudzały. A teraz mamy taką różnorodność tranzystorów mocy [np. V-MOS], układów scalonych, różnych systemów i klas pracy, tak ze nie dziwi mnie ogólna tendencja powrotu do tych pierwszych lampowych, które nie dość, że przyjemnie brzmią to mają swój urok. Ja w każdym razie dzięki zainteresowaniu lampami w młodości mam hobby – elektronikę i zawód – radiokomunikację. I dlatego może zapragnąłem wrócić do czasów młodości i zbudować wzmacniacz lampowy.
     O tym, że z różnych względów wybrałem układ JONASA już wspominałem. Postanowiłem, że będzie to normalny wzmacniacz, złożony z normalnych ale dobrej jakości elementów. Nie będzie więc w nim żadnych audiofilskich elementów typu specjalnych [i super drogich] kondensatorów, rezystorów tantalowych czy połączeń za pomocą licy czy czystego srebra. Nie chciałbym tu na ten temat polemizować ale wg mnie jest to lekki przerost formy nad treścią. W każdym razie w mieszkaniu w bloku, przy moim słuchu na pewno tych różnic był nie usłyszał a musiał wydać też majątek na nowe kolumny [np. marmurowe].
     Ponieważ do budowy wzmacniacza lampowego wracałem po latach nie bardzo wiedziałem jak się teraz w tym temacie poruszać, gdzie na przykład można zdobyć części. I tu pomogło mi Allegro gdzie można chyba nabyć wszystko albo prawie wszystko. Znalazłem tam chassis takie akurat jakiego potrzebowałem do tego wzmacniacza [z gotowymi otworami pod lampy], solidnie i estetycznie wykonane. Odnośnie transformatorów to znalazłem też producenta w Olsztynie, który produkuje trafa i sprzedaje je na Allegro. Na moje zamówienie wykonał mi jedną parę pod moje potrzeby. Gdy poznałem więcej witryn internetowych o wzmacniaczach, znalazłem też firmę sprzedającą wyposażenie do takich wzmacniaczy w miejscu mojego zamieszkania czyli w Warszawie, która też istnieje na Wolumenie. Gdybym teraz kupował to raczej preferowałbym taką firmę z możliwością odbioru osobistego i ewentualnej reklamacji. Takie transformatory to droga rzecz i zarazem za ciężka żeby powierzać ją poczcie. Mnie na razie się udało.
     W Internecie znalazłem też FONAR gdzie nabyłem lampy firmy JJ i podstawki. Odnośnie tych podstawek to byłem zadowolony, że są nowe i ceramiczne. Moja radość trochę zmalała gdy się okazało, że są tak solidne, że ich średnica jest o 4mm większa niż otwory w chassis. Płyta wykonana co prawda z aluminium ale o grubości ok.2mm ale od czego jest pilnik półokrągły – trochę wysiłku fizycznego trzeba było w to niestety włożyć.
     Pozostałe elementy takie jak kondensatory elektrolityczne wysokonapięciowe, kondensatory  poliestrowe, rezystory metalizowane 1% 0.6W nabyłem w Internetowych sklepach elektronicznych z Krakowa i Łodzi [nie lubię tłoku i pośpiechu w sklepie czy też na giełdzie].


Fot.1. Ogólny widok wzmacniacza na moim stole prezentacyjnym - niestety nie udało się uniknąć widoku firanki. Lampy widoczne na zdjęciu to oczywiście nie lampy JJ z Fonaru. Do montażu i uruchamiania stosowałem używane lampy testowe. Ta czerwona taśma na transformatorze sieciowym to izolacja dodatkowego uzwojenia 12 V, które dowijałem po zakupieniu transformatora - potrzebne do zasilania timera


Fot.2. Widok wzmacniacza od spodu przed montażem płytek zasilacza i filtrów

     I to chyba będzie tyle w pierwszym odcinku. W następnym napiszę o montażu mechanicznym oraz o zmianach w układzie elektrycznym wzmacniacza.


     Gromadząc elementy do budowy wzmacniacza zastanawiałem się nad sposobem jego zmontowania. Po krótkim namyśle odrzuciłem montaż na płytkach drukowanych, jakoś nie mam przekonania do prowadzenia odkrytych ścieżek po których płynie prąd o napięciu 400V Poza tym przy jednorazowym wykonaniu jest to przecież o wiele bardziej pracochłonne.
     Zdecydowałem się więc na montaż tradycyjny na podstawkach i listewkach z łączówkami. Może to już dzisiaj anachronizm ale nikt nie będzie mi zaglądał do wnętrza wzmacniacza a daje mi to wiele możliwości łatwej wymiany elementów, zmiany układu połączeń, krótko mówiąc eksperymentowania. Jednak i laminat znalazł zastosowanie. Postanowiłem umieścić 2 płytki w tej części chassis gdzie będą się znajdować układy zasilania. Zwrócone miedzią do płyty głównej będą stanowić dodatkową izolację oraz podstawę montażową pod słupki [śruby M3 z tulejkami dystansowymi] do mocowania łączówek i płytek z układami zasilacza]. Wymagało to trochę dodatkowej pracy ale znacząco ograniczyło ilość otworów w płycie głównej - doskonale widocznych od góry. W międzyczasie na uniwersalnych płytkach montażowych zacząłem montować układy zasilania. I tu dygresja o wybranej opcji zasilania.
     Zdecydowałem się na napięcie anodowe nie większe niż400 V – bo na wyższe trudno zdobyć kondensatory elektrolityczne a chciałem uniknąć ich szeregowego łączenia. Określiło to napięcie AC z transformatora sieciowego na 300 V. Autor wzmacniacza zastosował napięcie ujemne do polaryzacji siatek lamp rzędu – 100V. Mnie wydało się to za dużo i zdecydowałem się na –70V czyli 50VAC. Autor zastosował olbrzymie pojemności w filtrach – rzędu 1200µF na kanał. Ale on konstruował wzmacniacz klasy A, gdzie płyną duże prądy niezależnie od wysterowania a więc w ten sposób chciał zapewnić dobrą filtrację i sztywność napięcia w szczytach sygnału. Ja zdecydowałem się na klasę AB1 [z możliwością regulacji] a więc podzieliłem tą wartość przez 2 co dało 6 kondensatorów po 100µF, połączonych po 2 i rozdzielonych dwoma rezystorami 33R/9W zamiast dławika. Prostownik wykonałem jako mostek z 4 diod 6A, 1000V – tak samo jak filtry osobno na każdy kanał. Formowanie [na wszelki wypadek] kondensatorów zakończyło się pomyślnie tak jak i próby obciążenia za pomocą 2 żarówek 40W/230V połączonych szeregowo – jedyna strata to przypalone żarówkami poduszki na fotelu – na stole żarówki za bardzo świeciły w oczy. Osiągnięte napięcie anodowe bez obciążenia to 395V które po obciążeniu żarówkami spadało do ok. 380V. Zasilacz napięcia ujemnego na tym etapie nie stanowił problemu, potem okazało się, że zastosowane pojemności 2x100µF to za mało, wytłumiły tętnienia dopiero kondensatory 2x1000µF.
     Osobny rozdział to timer do opóźnienia załączenia napięcia anodowego. Jako układ czasowy zastosowałem aplikację z użyciem NE555, dołączony potencjometr zapewnia regulację czasu opóźnienia od 15s do 90s. Włączenie przekaźnika pomiędzy prostownik a na przykład kondensatory filtru sprawi, że jego styki nie pożyją długo a to przez udarowy prąd ładowania kondensatorów w momencie zwierania styków. Dlatego, jak gdzieś czytałem zaleca się włączanie go po stronie prądu zmiennego ale tam też płyną prądy. Dlatego uważam za wspaniałe rozwiązanie zastosowane w tym wzmacniaczu, przekaźnik zwiera rezystory szeregowo włączone w obwód prostownika [33k/5W]. A więc kondensatory ładują się łagodnie, prostownik nie jest przeciążany w momencie włączenia zasilana, a styki przekaźnika są obciążane tylko prądem doładowania kondensatorów i to tym mniejszym i dłuższy czas opóźnienia. I pomimo, że lampy końcowe rozgrzeją się wcześniej to praktycznie prąd przez nie płynie bo są blokowane już podawanym napięciem ujemnym. I rzeczywiście okazało się w praktyce, że tak to działa.
     Gdy miałem to już wszystko gotowe mogłem przystąpić do ostatecznego montażu mechanicznego wzmacniacza. Trzeba było jeszcze tylko przygotować chassis. Otrzymałem je nie polakierowane czyli boki [szkielet] w kolorze stali a górna płyta główna w kolorze AL. Trzeba było więc użyć drobniutkiego papieru ściernego do usunięcia śladów obróbki mechanicznej. A następnie wspaniałego środka dla gospodyń domowych i nie tylko, preparatu „Cilit –kamień i rdza”. Naprawdę polecam wszystkim, którzy chcą przygotować powierzchnię [zwłaszcza aluminium] do lakierowania lub laminat do trawienia – odtłuszcza idealnie. Wystarczy potem dobrze wypłukać i wysuszyć. Czarno-matowy lakier samochodowy w aerozolu pokrył chassis wzmacniacza idealnie – co chyba widać na zdjęciach. Bocznych ścianek nie lakierowałem bo przewiduję przykrycie ich drewnem w ramach zabudowy tej części wzmacniacza gdzie znajdują się transformatory.


Fot.3. Wzmacniacz z boku, widać postęp prac bo lampy się już żarzą


Fot.4. Na zdjęciu widać już częściowo zmontowany wzmacniacz, a więc prostownik, filtry zasilacza, prostownik ujemnego napięcia oraz timer ze świecącą diodą LED. Te niebieskie przewody na środku to masy schodzące się w centralnym punkcie

W następnej części opiszę montaż elektryczny i pierwsze próby [napięciowo-prądowe] związane z symetryzacją stopnia końcowego.


     Wracając jeszcze do poprzedniej części, to wspominałem tam o rezystorach włączonych szeregowo w obwód zasilania anodowego. Były to rezystory 33K/5W – po dwa połączone równolegle czyli rezystancja 16,5K [a nie 33K]
     Nie wspomniałem też o przygotowaniach do chłodzenia wzmacniacza. W tym celu zakupiłem 2 wentylatory komputerowe 12 V o wymiarach 60x60 mm wraz z filtrami antypyłowymi. Na zdjęciu widać, że jest przygotowane dla nich miejsce z tyłu, w narożnikach wzmacniacza. Mam do nich termoregulator, który wraz ze wzrostem temperatury zwiększa płynnie napięcie zasilania [od 5V do 12V]. Mają one być przymocowane do dolnej płyty wzmacniacza, tak aby zasysać powietrze od spodu, przetłaczać je poprzez wnętrze wzmacniacza do otworów wokół lamp końcowych, którymi będzie wypływać, chłodząc lampy. Na razie we wzmacniaczu nic się nie grzeje – oprócz lamp, a więc o ich zastosowaniu zdecyduję na samym końcu budowy.
     Aktualnie wzmacniacz już gra, czyli moja relacja jest pisana z pewnym opóźnieniem. Ale po kolei. Po wielu pracach tu opisanych nastąpił wreszcie moment, gdy mogłem już załączyć napięcie anodowe na lampy EL34. Zdecydowałem się na budowę tego układu wzmacniacza, nie tylko, że został już przez kogoś zbudowany i opisany ale także, że spodobał mi się rozbudowany układ polaryzacji [stały bias] i równoważenia stopnia końcowego. A więc włożyłem lampy, podłączyłem do katod [rezystory R28 i R29 =10 R] mierniki prądu anodowego [katodowego] i włączyłem zasilanie. I jakież było moje zdumienie gdy okazało się, że lampy ,które kupiłem jako sparowane wcale nie były równe. Prądy jednej pary wynosiły 24mA i 27mA a drugiej 32mA i 35mA.Oczywiście dałem im trochę czasu na wstępne wygrzanie [około godziny]. Do wyrównania tych prądów używałem R21 [500 R] ale do dokładnej symetryzacji brakowało już zakresu regulacji Lampy testowe miały jeszcze większy rozrzut prądów bo od 16mA do 37mA. Postanowiłem się tym na razie nie przejmować i zostawić ten problem na później. I słusznie bo po kilku godzinach wygrzewania problem rozwiązał się sam. Za pomocą R21 można z dokładnością do 0.1mA ustawić takie same prądy w lampach, likwidując równocześnie mały przydźwięk w głośniku. Za pomocą R22 [10k] można w szerokich granicach zmieniać spoczynkowy prąd anodowy ustalając równocześnie klasę pracy wzmacniacza [od A do głębokiej AB]. Tak mi się ten układ spodobał, że postanowiłem go również zastosować do symetryzacji i regulacji pracy odwracacza fazy a wobec zastosowania sprzężenia bezpośredniego prawie całego wzmacniacza. I tu już mogę przyznać z wyprzedzeniem, że się opłaciło. Czyli zamiast R5 i R6 potencjometr montażowy 2.2k a zamiast R8 potencjometr 15k [jedna końcówka do masy].
     Po tych pracach mogłem już szybko zmontować układy dla lamp E88CC i przystąpić do pierwszych prób odsłuchowych [i pomiarowych] pierwszego kanału.


Fot.5. Wzmacniacz z uruchomionym jednym kanałem. Widać dodatkowe kondensatory na płytce zasilacza napięcia ujemnego, kondensatory [niebieskie] odsprzęgające stopień wstępny, potencjometry [niebieskie] regulacji stopnia końcowego oraz potencjometry ceramiczne regulacji stopnia wstępnego


Fot.6. Wzmacniacz w wersji testowej - z kablami połączeniowymi. Na razie nie mogę przykręcić gniazd na tylnej ściance"

     Podłączyłem więc dużą, dwudrożną kolumnę [8Ohm, 100W] podałem sygnał muzyczny z amplitunera Philipsa i wzmacniacz zagrał. Wrażenia słuchowe były takie, że jest to coś innego niż to do czego byłem przyzwyczajony. Dźwięk inny jakby pełniejszy, bardziej żywy. Niestety były też minusy, brzmiał ostro, metalicznie i przy dłuższym słuchaniu męczył i drażnił. Szybkie sprawdzenie oscyloskopem [na wejściu prostokąt 1kHz, na wyjściu rezystor 10R] wykazało, że na przebiegu wyjściowym są oscylacje w postaci ostrej szpilki na zboczu narastającym prostokąta i zafalowań na jego grzbiecie. Po podłączeniu kolumny [impedancji] kształt przebiegu tak się zmieniał, że trudno było ustalić jego kształt [prostokąt]
     Po kilku dniach namysłu i konsultacji postanowiłem zacząć od podstaw, t.j. sprawdzić pasmo przenoszenia przy obciążeniu rezystancyjnym. I tu okazało się, że wzmacniacz płasko przenosi od 10Hz [dolny zakres mojego generatora] do 60kHz [- 3dB]. Wpływ ujemnego sprzężenia zwrotnego okazał się symboliczny. A więc ograniczenie pasma od góry do 30kHz poprzez włączenie pomiędzy anody z masę kond. 2,4nF oraz pogłębienie sprzężenia – zmiana wartości R10 z 47R na 270R [R9=3.9K] znacząco poprawiło jakość brzmienia. Dołączyłem też równolegle drugą taką samą kolumnę. Obniżenie impedancji mimo niedopasowania poprawiło jakość dźwięku. Nadal jest on wysoki ,trochę szeleszczący ale wrażenia są zupełnie inne. Nie mam nic do Philipsa ale teraz odtwarzana płyta CD brzmi na moim wzmacniaczu o wiele lepiej niż na amplitunerze tej firmy. Dobrze to słychać gdy jeden kanał odtwarzam na wzmacniaczu a drugi na amplitunerze. Mój dźwięk jest pełny, żywy w odróżnieniu od matowego, przytłumionego z drugiego kanału. Jak już wspominałem mój słuch jest raczej słaby a więc nie potrafię moich wrażeń słuchowych opisać tak barwnie jak to robią niektórzy. Wspomniałem o wysokich tonach ale basów też nie brakuje, są one miękkie i łagodne dla ucha – przyjemnie się słucha nisko nagranych płyt Cohena. Zawdzięczam to dużemu transformatorowi głośnikowemu o indukcyjności uzwojenia pierwotnego 102H. Według mnie, to za duża indukcyjność do tego wzmacniacza i to ona sprawiła, że miałem problemy z oscylacjami [odpowiedz indukcyjności na pobudzenie impulsowe]. Mógłbym ją zmniejszyć robiąc szczelinę powietrzną – w tym typie transformatora jest taka możliwość - ale szkoda mi tych basów.


Fot.7. "Wzmacniacz na stanowisku roboczym"

     Mam jeszcze inne pomysły na dopracowanie brzmienia wzmacniacza – takie jak wprowadzenie pojemności do ujemnego sprzężenia zwrotnego, dołączenie do uzwojenia anodowego dwójnika RC tłumiącego oscylacje, czy też dokładniejszy dobór punktu pracy pomiędzy klasą A a B. Ale czekam z tym na ukończenie [rychłe] drugiego kanału abym na bieżąco mógł porównywać efekty wprowadzanych zmian według zasady, której stosowanie mi zalecono – "najpierw słuchać potem mierzyć".


     W poprzednim odcinku wspomniałem o amplitunerze Philipsa. Aby Philips nie poczuł się urażony, trochę wyjaśnień.
     Swego czasu [dość dawno] zakupiłem na wyprzedaży amplituner tej firmy z Dolby ProLogic. Stał się on domowym centrum muzyczno – akustycznym. Słuchałem na nim radia, telewizji, płyt CD. Gdy 2 lata temu zakupiłem odtwarzacz DVD, stał się potrzebny nowy z Dolby Digital. Prawem serii stał się nim nowszy model Philipsa z DD. Stary więc poszedł w odstawkę a na nowym dalej słuchałem radia lub filmu z DVD. I tak było do momentu kiedy zacząłem testować opisywany tu wzmacniacz.. Pobierany z niego sygnał radiowy okazał się zniekształcony [na kolumnach amplitunera tego nie słychać], a odtwarzana muzyka z CD stłumiona i płaska o ograniczonym paśmie częstotliwości. Tak więc wykonanie wzmacniacza lampowego wykazało, że posiadany amplituner jest albo wadliwy albo, że ten typ tak już ma. I ja do tej pory żyłem w nieświadomości zadowolony z efektów odtwarzania kina domowego – głośno i przestrzennie.
     Odkurzyłem więc stary, zaprogramowałem na nowo tuner i podałem sygnał radiowy do wzmacniacza. I tu zagrało pięknie, co potwierdza tezę o wadliwości nowego. A więc stary wraca do łask, będę go używał wraz z wzmacniaczem do słuchania radia i muzyki z CD. Muszę jeszcze znaleźć sposób na połączenie go z układem kina domowego, tak aby mój wzmacniacz po odpowiednim sfazowaniu wspierał swoimi kolumnami boczne kolumny układu kina domowego. A więc wzmacniacz znalazł jeszcze jedno zastosowanie, a to jeszcze bardziej motywuje mnie do wykonania przedwzmacniacza do niego. Konieczne będzie przełączanie wejść [o różnych czułościach] oraz regulacja charakterystyki częstotliwościowej.
     Powyższy tekst napisałem jeszcze w piątek, mając nadzieję, że w weekend uruchomię drugi kanał i będę już mógł opisać próby w wersji stereo. Tak się jednak nie stało, a ja w międzyczasie zaistniałem na  Forum Dyskusyjnym w dziale Układy i Urządzenia. Nie sądziłem, że otrzymam tyle odpowiedzi i rad. Szczególnie cenne były te otrzymane od Jasia. Serdecznie mu dziękuję i sprawdzę pracę wzmacniacza z lampami 6N1P jak tylko je otrzymam.


     Minęły prawie dwa tygodnie a ja nie wiele posunąłem się naprzód w budowie wzmacniacza. Ale był mi ten czas potrzebny aby spojrzeć na tą całą konstrukcję i moje dotychczasowe doświadczenia, z pewnego dystansu. Słuchali i chwalili go koledzy, małżonce też się podobał, zwłaszcza wtedy gdy nie puszczałem na cały regulator tonu 1 kHz, lub nie sprawdzałem pasma przenoszenia przy podłączonej kolumnie. I generalnie powinienem był być zadowolony ale mnie cały czas nie podobało się jego brzmienie.
     Zacząłem już sądzić, że jest to tylko moje subiektywne odczucie, bo spotkałem się z nową jakością w domowej akustyce. Po prostu wzmacniacz przenosił płasko dźwięk i słyszałem go takim jakim naprawdę był. Czyli był to dżwięk jaki nadaje stacja TV [każda inaczej] lub radio z amplitunera ze zniekształceniami na wyjściu Audio [o czym pisałem wcześniej ]. Osobna sprawa to płyta CD – gdzieś w Internecie widziałem dyskusję na temat „Płyta winylowa a płyta CD”. Nie chcę się w to wgłębiać ale uważam, że płyta CD mimo wszystkich swoich zalet to źródło dźwięku „zdigitilizowanego” i powinna być odtwarzana na specjalnie do tego przygotowanym wzmacniaczu – tak jak kiedyś gramofony z wkładką magnetoelektryczną. Na moim wzmacniaczu dało się także zauważyć różnice w paśmie i jakości nagrania różnych płyt.
     I tak było do wczoraj, kiedy zrobiłem coś, co po części było irracjonalne ale wreszcie usłyszałem łagodne, ciepłe brzmienie wzmacniacza lampowego, które pamiętam z lat młodości. Potrzebuję teraz czasu aby teraz to sprawdzić i dopracować – a cały weekend przede mną, może się też uda dokończyć drugi kanał.


     A więc pracowity weekend już za mną, wzmacniacz gra na obu kanałach, a ja z jego brzmienia jestem jak najbardziej zadowolony .Ale po kolei.
     M.in. na podstawie porad z Forum Dyskusyjnego postanowiłem spróbować użyć innych lamp w stopniach wstępnych. Zalecana była ECC82 lub jej odpowiednik 6N1P – później się okazało, że nie tak dokładnie, zwłaszcza jak się porówna charakterystyki siatkowe. Ale zanim je otrzymałem, zupełnie irracjonalnie włożyłem 6N2P [odp.ECC83] – mają żarzenie tak jak E88CC na 4 i 5 nóżce. I usłyszałem, zupełnie inne brzmienie, było takie jakiego oczekiwałem. Niestety dalsze próby nie były już tak optymistyczne, wzmacniacz grał cicho [mniejsze nachylenie lampy], mniej dynamicznie. Próby mocniejszego wysterowania prowadziły do zniekształceń. W międzyczasie otrzymane 6N1P tylko trochę poprawiły sytuację. Stanąłem więc przed dylematem czy decydować się na inny typ lamp i całkowicie przebudowywać stopnie wstępne połączone bezpośrednio, czy też pozostać przy E88CC.
     Szybko doszedłem do wniosku, że E88CC to też lampa, która powinna odpowiednio brzmieć. A więc wziąłem się za dopracowanie istniejącego układu. Nie wspomniałem, że w międzyczasie zmontowałem drugi kanał – co było tylko powieleniem już istniejącego i nie nastręczyło żadnych trudności.
     Tym razem baczniejszą uwagę zwróciłem na punkty pracy lamp, gdzie siatki triod wzmacniaczy są bezpośrednio połączone z anodami triod inwertera. Dzięki użyciu potencjometrów montażowych udało się dokładnie dobrać punkty pracy i napięcia na elektrodach ustaliły się na takie jak na schemacie. I w tym momencie wzmacniacz zagrał bardzo ładnie, z czystym ,dynamicznym dźwiękiem, w którym oprócz mocnych basów słychać wiele tonów wysokich.
     Jak się okazało moim dotychczasowym problemem było nie uwzględnianie, że używam nowych, nie wygrzanych lamp. Oczywiście po ustawieniu tych punktów pracy, z upływem czasu wzmacniacz się „rozjeżdzał” co zaczynało się objawiać nieprzyjemnym dźwiękiem. A więc wygrzewałem go. Teraz po kilkunastu godzinach pracy słychać, że znów wymaga korekcji – ale teraz już niewielkiej.
     Sprawa byłaby o wiele prostsza gdyby te stopnie były rozdzielone kondensatorem, ale wtedy brzmienie basów nie było by tak dobitne. A propos kondensatorów, zamówiłem właśnie kondensatory typu SCR MKP zamiast tych zielonych polskich [takie miałem]. Ich zastosowanie powinno jeszcze polepszyć brzmienie.


Fot.8. Po raz kolejny widok wzmacniacza od spodu. Teraz na dowód, że został cały zmontowany. Te zielone kondensatory Miflex wkrótce znikną, zastąpione przez kondensatory SRC MKP.


Fot.9. Grający wzmacniacz w zestawieniu z opisywanym amplitunerem. Na zdjęciu [i na stole] zmieściła się tylko jedna kolumna.

     Pozostały mi już tylko prace wykończeniowe, takie jak montaż gniazd, wymiana potencjometrów, bo te choć nowe to już trzeszczą, ale czy na ALPS – to jeszcze nie wiem.
     Wentylatory na spodniej płycie będą jednak potrzebne bo przy pracy 4 lamp E34L chassis się jednak nagrzewa. No i pozostała jeszcze drewniana zabudowa tej części wzmacniacza gdzie mieszczą się transformatory. Ale to powierzę zakładowi stolarskiemu bo stolarz raczej ze mnie słaby.
     Realizacja wzmacniacza lampowego miała być tylko chwilową odskocznią od konstrukcji, które buduję a są one raczej bliższe radiokomunikacji [krótkofalarstwu] niż dziedzinie audio. Ale widzę, że "wsiąkłem" w ten temat. I jestem już poważnie zainteresowany budową przedwzmacniacza lampowego z regulacją barwy tonu. Mam już nawet wstępną koncepcję jak rozwiązać to mechanicznie. A więc chyba będzie C.D.N.


P.S
     Byłem wielokrotnie proszony o podanie wartości elementów. Myślę, że jak to uczynię to Jonas się nie obrazi, zwłaszcza, że niektóre zmieniłem.

R1 -100k [u mnie 220K, typ C]
R2 - 4,7k
R3, R4 - 36k
R5, R6 - 1,2k
R7 - 10k
R8 - 12k
U mnie R5 i R6 to potencjometr montażowy 2,2k ze skrajnymi końcówkami dołączonymi do katod lamp.
R8 to pot. montażowy 15k, jedna końcówka do "-" zasilania, druga do masy, a ślizgacze obu potencjometrów połączone R7 - 10k
R9 - 3,9k
R10 - 47R, u mnie 270R
R11, R12 - 27k
R13, R14 - 980R, u mnie 1k
R15, R16 - 270k
R17, R19 - 36k, u mnie 16k
R18, R20 - 10k
R21 - 500R – wieloobrotowy
R22 - 10k- wieloobrotowy
R23 - 47k 2W
R24 - 5.6k, u mnie 3,9k
R25, R26 - 1k
R28, R29 - 10R,2W
R27, R30 - 47R,2W
R31 - 16k
Rezystory metalizowane 1%, 0.6W
C1, C2 - 0,25µF/630V
C3, C5, C6 330µF – u mnie 100µF/400V, C5 nie stosowałem
C4, C7, C9 - 10nF, u mnie 22nF/630V
C8 - 270µF, u mnie 100µF/400V
Lampy E88CC i E34L firmy JJ Electronics [FONAR]
Transformatory wykonane na zamówienie w Olsztynie:
Raa = 6,6k, Rwy = 8om, P = 50W , Ultralinear=40%, L = 102H
Napięcie zasilania 390V przy obciążeniu prądem spoczynkowym 25mA na lampę [kl.AB].
Napięcie ujemne –70V [-68V]


Post Scriptum
     Minęło już trochę czasu od uruchomienia wzmacniacza, przepracował już co najmniej kilkadziesiąt godzin, cały czas sprawując się bardzo dobrze. Przez ten czas mój słuch także zdołał przywyknąć do nowego rodzaju brzmienia – w którym oprócz miłych basów słychać równocześnie wiele średnich i wysokich tonów. Jedyne co jeszcze zrobiłem to połączyłem równolegle po dwie kolumny [100W, 8ohm] na kanał. Wiem, że wprowadziłem niedopasowanie ale tak brzmi o wiele lepiej, bardziej przestrzennie, z jeszcze silniejszymi basami. Natomiast przy połączeniu szeregowym było fatalnie. Powinienem teraz dobrać odpowiednie kolumny – muzyczne, bo te co mam były kupowane do kina domowego, ale na razie jestem usatysfakcjonowany z tego co jest i prawdę mówiąc nie bardzo widzę miejsce w pokoju na następne dwie kolumny.
     Docenia to również małżonka bo gdy chcemy oglądać film w telewizji to pytam jakie ma być audio, tj. czy stereo z TV, stereo z amplitunera czy też brzmienie lampowe, oczywiście wybiera to ostatnie.
     Pracowałem także na układem chłodzenia wzmacniacza, był on wstępnie przewidziany, potem z jego instalacją się wstrzymywałem, ale gdy się okazało, że przy dłuższej pracy toroidalny transformator sieciowy zbyt niebezpiecznie się nagrzewa, wróciłem do tego tematu. Trafo schłodziłem usuwając gumową podkładkę amortyzacyjną oraz smarując dolną powierzchnię trafa i chassis pastą silikonową [do radiatorów]. Spowodowało to mocniejsze nagrzewanie się skrzynki i konieczność chłodzenia. Użyłem do tego czujnika temperatury, który poprzez przekaźnik załącza dwa wentylatory komputerowe. Układ działa dobrze, jest czuły – reaguje nawet na otwarcie okna w pokoju. W aktualnych temperaturach [włączone co. w pokoju] pracuje w trybie ok. 10min przerwy, ok. min.5 chłodzenia. Ma jedną wadę, jest za głośny i przeszkadza. Muszę to dopracować np. poprzez wymianę wentylatorów na inne z łożyskami ślizgowymi na poduszce magnetycznej.


Fot.10.


Fot.11.

     Inna sprawa to wykonanie planowanej, drewnianej obudowy wzmacniacza. Przymierzałem się do samodzielnego wykonania ale kiedyś znajomi stwierdzili, że jestem lepszym elektronikiem niż stolarzem. Poszukałem więc zakładu stolarskiego, produkującego meble [biurowe]. Projekt przyjęli ale po kilku dniach się wycofali twierdząc, że to dla nich za skomplikowane !!!. Znalazłem więc rzemieślnika stolarza , który się tego podjął. Był on rekomendowany ale gdy zobaczyłem obudowę przez niego wykonaną, zacząłem żałować, że sam się tego nie podjąłem. Gdybym miał odpowiedni materiał zrobiłbym to chyba staranniej. Widać to na zdjęciach ale w świetle lampy błyskowej niedokładności wykończenia krawędzi są przejaskrawione. W rzeczywistości wygląda to lepiej. Ewentualnie poprawię jeszcze umiejscowienie diod sygnalizujących stan pracy wzmacniacza – może jakieś oprawki.


Fot.12.


Fot.13.


Fot.14.

     W najbliższych dniach wzmacniacz trafi na półkę regału, gdzie stanie obok innego sprzętu audio a na zwolnione miejsce na biurku wejdzie następna konstrukcja. Ponieważ przez ostatni okres zajmowałem się lampami czas wrócić do półprzewodników i złożyć np. jakiś transiver – taki, do którego mam już komplet płytek i większość elementów.
     Ale do lamp jeszcze wrócę, przydałby się lampowy wzmacniacz wstępny z regulacją barwy tonu. A w ostatniej Elektronice Praktycznej jest pierwsza część artykułu o budowie lampowego tunera stereo FM. Myślę, że tworzyłoby to wszystko ładną całość.

rc03

[Dział DIY]

© 2000-2003 FonAr Sp. z o.o. e-mail: waw@fonar.com.pl