Gitarowe minikombo małej mocy "Exciter ClubMan" klasy High Gain


Andrzej „ZoltAn” Żółtowski, Gliwice


     Pewnym późnym zimowym popołudniem wypatrzyłem poprzez wystawę zamkniętego już lombardu stojące na najwyższej półce jakieś minikombo gitarowe. Ponieważ z daleka wyglądało dosyć interesująco odwiedziłem nazajutrz ów „przybytek Merkurego” i przyjrzałem się dokładniej intrygującemu mnie przedmiotowi.
     Okazało się, że jest to, praktycznie nieużywany, piętnastowatowy wzmacniaczyk gitarowy DX1 - wyprodukowany przez wrocławską firmę p. Adama Labogi - w idealnym stanie wizualnym i za całkiem atrakcyjną cenę. Ponoć był pełnosprawny... niestety, szybciej go rozmontowałem zanim to sprawdziłem...

     Jako, że od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem sklecenia kilkuwatowego „malucha” gitarowego, w głowie zaświtała mi jedyna myśl: gotowe chassis, gotowa skrzynka z głośnikiem - w sam raz coś dla mnie! 
     Oględziny, a także możliwość dalszego obniżenia i tak już niskiej ceny wyjściowej, umocniły mnie w tym przeświadczeniu. Biorę! Za ostateczną kwotę 140zł stałem się posiadaczem DX1.

     Wymontowanie chassis ze skrzyni potwierdziło jego całkowitą przydatność do zamierzonej budowy: wymagało jedynie:

  •  powiększenia oryginalnego otworu pod transformator sieciowy oraz 

  • wywiercenia otworów pod trzy lampy i przewody do transformatorów.

     Wszystkie pozostałe otwory były podane jak „na patelni”, do tego z gotowymi opisami! A na dodatek był duży otwór po oryginalnym kondensatorze filtra - idealnie pasujący pod trójsekcyjny „telewizyjny” elektrolit, których posiadam spory zapas!

     Ponieważ w uczelnianym laboratorium dysponuję frezarką, więc przystosowanie naprędce rozrysowanego chassis było kwestią dwóch godzin. 


Koncepcja wzmacniacza.

Układ: „gotowiec” ze strony http://www.ax84.com/dp.php?pg=projects&project=hioctane

     Dokładne opisywanie tego układu nie ma sensu - ale, niech będzie: jest to odrobinę zmodyfikowany maszałkowski przedwzmacniacz „master volume” z „trójpółkowym” korektorem barwy tonu, sterujący pojedynczą lampę EL84. Układ bez ujemnego sprzężenia zwrotnego. Czy jest to trafne rozwiązanie (?) - nie mam do końca pewności. Dlaczego? – wyjaśnię to w dalszej części opisu. 
     Zasilacz: w części anodowej mostkowy z CRC filtracją napięcia anodowego. Napięcia żarzenia symetryzowane dla lampy ECC83 współpracującej z korektorem brzmienia i EL84. Wejściowa lampa ECC83 żarzona jest wyprostowanym filtrowanym (także symetryzowanym względem masy) napięciem 6V. Zdjęcie chassis (powyżej - bez elementów) pokazuje obwody żarzenia przed tą - jak się później okazało konieczną - zmianą.

Montaż: tradycyjny przestrzenny, z zastosowaniem łączówek i wspólnej szyny uziemiającej (sprawdzony i stosowany przeze mnie „od zawsze”) mającej wspólny punkt z masą przy gnieździe wejściowym...

... a nie przy pierwszym elektrolicie filtra - jak zwykle się to zaleca.

Umasienie poszczególnych stopni wzmacniacza „paragwiazdowe”.

Transformatory: z „odzysku”:
  • sieciowy z radia Bolero,
  • głośnikowy typu TS2,5-2-666, przystosowany do lampy PL841 (nie produkowanej nigdzie po za Polską mutacji EL84 z żarzeniem 300mA) pochodzący z telewizora z rodziny „Belweder”.

Potencjometry: Telpod, z aktualnej produkcji.

Elektrolity: NOS anodowy KEO 100+100+47µF/350/385V produkcji ELWA, pozostałe produkcji współczesnej typu 04U.
Dlaczego zblokowany KEO? Dlatego, że zajmuje najmniej miejsca w porównaniu z pojedynczymi, posiada jeden wspólny punkt masy no i pasuje do „zastanego” otworu w chassis.

Rezystory: MŁT mocy 0,25, 0,5, 1, 2W - w zależności od zastosowania. W pierwszym stopniu wzmocnienia niskoszumowe rezystory RMB.

Lampy: NOS, 2x ECC83 RFT i EL84 TELAM/POLAM.

Dlaczego właśnie taki układ ??? Z oczywistych względów:

  1. „to” ma zagrać i zabrzmieć! 
    Czyli omal wojskowe zadanie: zbudować i uruchomić!
    Nie eksperymentować i nie szarpać sobie nerwów!
  2. rosnąca popularność małych kilkuwatowych lampowych piecyków podpowiedziała, że jest to ciekawy kierunek w budowie sprzętu „pro musica” i warto się nim zainteresować,
  3. układy SE oparte o lampę EL84 są obecnie wielokrotnie budowane, sprawdzane i modyfikowane na wszelkie możliwe sposoby - teoretycznie więc nie powinny sprawiać większych problemów przy uruchamianiu,
  4. układ high-gain wydał mi się najbardziej obiecujący pod względem oczekiwanego brzmienia,
  5. dotychczas wykonywałem wyłącznie wzmacniacze o klasycznym czystym brzmieniu typu vintage – taka mała odmiana brzmieniowa była wyjątkowo pociągająca... 

Montaż.

     Sam montaż przebiegał (no, z krótkimi - jak na moje możliwości - kilkudniowymi przerwami) dosyć sprawnie i szybko. Przygotowana wstępnie koncepcja wzmacniacza - rozrysowanego najpierw na papierze (zdjęcie) była ogromnym ułatwieniem i usprawnieniem późniejszej pracy. Jak zwykle potwierdziło się, że o niebo prościej jest zmienić ”położenie” elementu czy okablowania za pomocą przysłowiowego „ołówka i gumki” na papierze niż lutownicy w ciasno upakowanych bebechach wzmacniacza...

     Oczywiście kolejny etap składania odbywał się dopiero po każdorazowym uruchomieniu i pomierzeniu stopnia poprzedzajacego.
     Chcę zwrócić uwagę na fakt, że w całym tym wzmacniaczu nie ma ani kawałeczka zaekranowanego przewodu, połączenia między potencjometrami wykonane są zwykłą linką, a mimo to nie występują w nim jakiekolwiek sprzężenia pasożytnicze! Pojawiające się zwykle przy nieokreślonych przypadkowych położeniach regulatorów barwy dźwięku lub wzmocnienia i będące nierzadko istnym przekleństwem nawet dla doświadczonych konstruktorów wielostopniowych wzmacniaczy lampowych!

     Ale życie nie byłoby życiem, gdyby wszystko poszło jak po maśle: w trakcie przymierzania zmontowanego chassis do obudowy okazało się, że przy najoptymalniejszym usytuowaniu transformator głośnikowy ... zahaczałby o kosz głośnika! Z konieczności musiałem mu znaleźć inne miejsce na chassis - niestety znacznie bliżej pierwszej lampy w układzie. Na szczęście to niebezpieczne (z racji sprzężeń) sąsiedztwo nie ma najmniejszego wpływu na prawidłową pracę wzmacniacza!
     Ostateczny wygląd zmontowanego wzmacniacza przedstawiają poniższe zdjęcia.
     Wzmacniacz oczywiście wymaga wizualnego „dopieszczenia”: uzupełnienia go o kontrolkę oraz zabezpieczenia metalowym ażurem w tylnej części - na wysokości lampy EL84 tudzież transformatorów - przed przypadkowymi uszkodzeniami mechanicznymi.

Uruchomienie

     Uruchomienie wzmacniacza sprowadziło się w zasadzie do dokładnego sprawdzenia napięć w istotnych punktach poszczególnych stopni (są nieco wyższe niż w układzie oryginalnym).
Po prowizorycznym podłączeniu kolumny i wpięciu w gniazdo wejściowe kabla od gitary nastąpiła „dynamiczna” próba urządzenia. 
     Wykonany przeze mnie wzmacniacz wcale nie okazał się tak „bezkonfliktowy” jakby wynikało by z opisu.

     Pierwszym problemem, z którym musiałem się uporać był wprawdzie bardzo cichy - ale zarazem bardzo mnie drażniący - przydźwięk, wnoszony przez obwód żarzenia pierwszej lampy. Najdokładniejsze nawet ustawienie symetryzatora żarzenia nie usunęło go całkowicie, także „podparcie” środka plusem najpierw z katody EL84 a następnie z dzielnika oporowego (włączonego między + Ua a masę) było również bezskuteczne.
     Radykalnym sposobem okazało się dopiero wyprostowanie napięcia zasilającego żarzenie pierwszej lampy i zsymetryzowanie go dodatkowo do masy.

     Drugą kwestią, z którą nie uporałem się właściwie do końca, był wyjątkowo silny szum wnoszony przez pierwszy stopień wzmacniający. Próba ograniczenia go poprzez dobór lamp o najniższych współczynnikach szumów okazała się zupełnie nieskuteczna.
     Perypetie z tym problemem opisane są w poście „Wstydliwa sprawa” na www.trioda.com
     Praktycznie nie było innego sposobu na obniżenie tego szumu jak przywrócenie oryginalnego marshallowskiego rozwiązania układowego: zastąpienie członu RC (1k2/2uF) w katodzie drugiego stopnia pojedynczym rezystorem o wartości 10k. Spowodowało to niewielki spadek wzmocnienia, ale zarazem sprowadziło szumy do akceptowalnego poziomu!
     Niemniej, wzmacniacz szumi przy maksymalnym rozkręceniu obydwu potencjometrów wzmocnienia i master volume!
     Zastanawiającym dla mnie jest fakt zupełnego milczenia wokół tego problemu - żaden z autorów podobnych opisów (i konstruktorów także!) nie porusza problemu nieuniknionych szumów wnoszonych przez tego rodzaju wielostopniowe układy przedwzmacniaczy. Czyżby „zmowa” na zasadzie: "najlepiej nie piszemy o problemach - czyli ich nie ma! A skoro są - to niech sobie łamią nad nimi głowy ci wszyscy, którzy się w to wpuścili!!!" ???

Wrażenia odsłuchowe

     Wzmacniacz charakteryzuje się dużą dynamiką i rozpiętością brzmieniową (od stosunkowo czystej do mocno „przybrudzonej” - w końcu to „brudas” Marshalla) zależną od położenia potencjometrów wzmocnienia i master volume oraz barw tonu. 
     Moc wzmacniacza nie jest zbyt imponująca - odsłuchowo około 3,5 - 4W, zresztą zastosowany transformator głośnikowy wnosi tu istotne ograniczenia, nie bez winy także jest niezbyt wydajny głośnik GD20/40/4, zastosowanie efektywniejszego podniosło by niewątpliwie poziom dźwięku. Niemniej, jak na tak mały głośnik brzmienie jest soczyste i stosunkowo bogate w niskie tony.
     Przy pełnym wysterowaniu sygnałem z gitary „jazgot” jest taki, że uszy puchną, zdecydowanie wystarczający do skutecznego ogłuszenia osób przebywających w pokoju o powierzchni 20m2! Sądzę, że w zupełności nagłośniłby sporą salę w klubie (albo remizę strażacką... J). 

Wnioski

     Jest to dobry wzmacniacz gitarowy predestynowany do prób lub kameralnego (klubowego) grania muzyki w stylu ostrzejszego rocka albo bluesa a przy ustawieniu „czyściejszym” także łagodniejszych rodzajów muzyki.
     Przester w tym egzemplarzu jest umiarkowany, zdecydowanie delikatniejszy niż w zaprezentowanych próbkach MP3.
     Układ wymagałby analizowania i przebadania pod kątem wprowadzenia chociażby minimalnego sprzężenia zwrotnego - może ograniczyłoby to bardziej poziom szumów nie wpływając zarazem zbytnio na walory brzmieniowe wzmacniacza.

Andrzej „ZoltAn” Żółtowski, Gliwice
zoltan@poczta.warynski.net

[Dział DIY]

© 2000-2004 FonAr Sp. z o.o. e-mail: waw@fonar.com.pl