Historia, która sięga drugiej połowy lat 60-tych ubiegłego wieku !!!

     Moja przydługa opowieść o dźwięku, chyba tak można zacząć ponieważ historia, którą chcę opowiedzieć sięga drugiej połowy lat sześćdziesiątych. Tak, tak piszę te słowa już jako dziadek. Nie czuję tych lat, które mam na karku (w końcu ich tyle znów nie mam) ale biegnie takie coś małego i woła Dada, więc dziadkiem jestem.
     Ale do rzeczy, piękne lata sześćdziesiąte, ile w tym dziesięcioleciu się wydarzyło! Pierwszy człowiek w przestrzeni kosmicznej, pierwsi ludzie na Księżycu, pierwsze emisje fal ultrakrótkich, Trójka, początki stereofonii (oczywiście nie w obecnym paśmie) itd.
     I jak tu siedzieć spokojnie kiedy na dodatek Braciak szaleje na krótkich falach, buduje nadajniki, odbiorniki. Chodzi dumny, że zaliczył kolejnego DX-a.
     Mnie osobiście „pociągnął” dźwięk i to ten stereofoniczny w wykonaniu HiFi. Adapter (pierwsze Czerwone Gitary, Skaldowie itd.), potem niezapomniany magnetofon ZK-140, radio Sarabanda. No, ale gdzie końcówka - wzmacniacz, głośniki ?
     No właśnie. I tu zaczęła się moja przygoda z lampami !!!
     W ruch poszły książki (te po rosyjsku też !), nauka radiotechniki, ciągłe eksperymenty, parę solidnych kopnięć zmiennym i stałym aż wreszcie pojawił się samodzielny projekt aparatury.
     Jako, że bazowałem przede wszystkim na podzespołach uzyskanych od Braciaka (nauka w ogólniaku nie przynosiła zysków finansowych !) wymagania swoje musiałem ograniczyć do tego co mi podarowano i co wydłubałem ze złomu! Barierą było trafo sieciowe, które wystarczyło do zasilenia w końcówce czterech (po dwie na kanał) EL-ek 84 ale za to w push-pullu, dławiki, trafa z odbiorników radiowych (max. 250V). Trafa wyjściowe Zatry do zasilania EBL-ek ...
     Tak jak widać na zdjęciach, bryła z podziałem na zasilacz i część wzmacniającą pozostała do dnia dzisiejszego. Żałuję, że wybrałem wariant lamp leżących ale w ten sposób miałem i mam wszystkie „bebechy” w zasięgu lutownicy. Jednym słowem jest to konstrukcja dla eksperymentatora hi!


Fot.1. Aparatura - wygląd ogólny, architektura lat 60-tych ubiegłego wieku - miejsce zamieszkania = regał, więc wentylator jest niezbędny (12 lamp, 5 traf)

     Schemat pierwotny a przede wszystkim stopnie wstępne były przerabiane niezliczoną ilość razy. Natomiast końcówka z odwracaczem fazy pozostała praktycznie bez zmian.


Schemat 1. Stopnie wstępne - pragnę polecić układ regulacji barwy dźwięku - układ Baxandall'a z wtórnikiem katodowym i bardzo silnym ujemnym sprzężeniem zwrotnym - basy są naprawdę mięciutkie!!!


Schemat 2. Stopień końcowy. Ciekawostką jest układ pseudo-ultralinear, przełączanie trybu pracy T-P


Schemat 3. A to zasilacz - prawda, że wygląda "okazale i ciekawie"?

     Mając do dyspozycji parę traf postanowiłem zasilanie rozdzielić na stopnie wstępne i końcowe. Podobnie sprawa się ma z żarzeniem. Muszę się tu pochwalić, że nigdy nie miałem problemu z przydźwiękiem sieci (brumieniem).
     Po paru miesiącach prac przygotowawczych i właściwej dłubaniny począwszy od chassis a skończywszy na pięknie zwanym, montażu przestrzennym powstała (nie pamiętam już roku ‘69, ‘70 ?) aparatura stereo (może HiFi ?). Niestety, jedynym przyrządem pomiarowym, którym dysponowałem był miernik analogowy C20 (chyba) rosyjski (także podarunek od Brata).
     No i słuchajcie !!! - zagrało !!! No i gra do dziś (z przerwami, nawet bardzo długimi) hi!
     A co do tych przerw. Niestety (ale zastrzegam to „niestety” dotyczy tylko aparatury) w 1975r. „powstała” moja osobista rodzina. „Połówka” obdarowała mnie bliźniakami !!!!!
     Zamieszkiwanie rodzinne w hotelu robotniczym nie służyło moim lampom, więc zeszły na odpoczynek do piwnicy. W 1978 roku, stając się szczęśliwym posiadaczem własnego mieszkania, lampy zostały przeprowadzone o 300 km na północ i spoczęły również w piwnicy. Na szczęście - jak się okazało po 22 latach - suchej, a myszy i szczury olały super technikę.
     Był rok 2000, jedna z córek przyjechała ze swoim wybrankiem w odwiedziny. Gadu, gadu ze swoim zięciem (gra na gitarze) i tu nastąpiło odkrycie. Mówię, Piotrek bierz klucze do piwnicy i przytachaj ten cud techniki lat sześćdziesiątych do mieszkania. Piotrek zdziwiony, nie wiedząc do końca o co chodzi, przytargał zziajany aparaturę (waży chyba ponad dwadzieścia kilo hi!) na XIII piętro.
     I wierzcie mi Koleżanki i Koledzy, w tym momencie mój „robak” odżył na nowo !!!
     Aparatura miała na szczęście prawie wszystko na swoim miejscu. Wypruty był tylko jeden z mniejszych transformatorów, niezbędny chyba kiedyś do budowy prostownika do akumulatora.
     Trzy dni odkurzania, czyszczenia, „klejenia” elementów i ... wzmacniacz zagrał !
     Nawet się nic nie spaliło i żaden elektrolit nie wybuchł hi!

Fot.2. Sekcja wzmacniacza Fot.3. Sekcja wzmacniacza ... trochę bliżej
Fot.4. Sekcja wzmacniacza ... trochę poniżej Fot.5. Sekcja zasilacza (przód)
Fot.6. Sekcja zasilacza (tył)
Fot.7. Montaż z bliska. Jednak montaż przestrzenny jest bardziej przekonujący o komplikacji układu i dający pogląd o złożoności konstrukcji (niech wnuczęta oglądają zamierzchłą technologię) Fot.7a. A to gdyby kogoś nie przekonała Fot.7.
Fot.8. A to wymiana traf głośnikowych Fot.9. Nowe trafa głośnikowe po wymianie
I trochę dodatkowych fotografii
Fot.10. Fot.11.
Fot.12. Fot.13.
Fot.14. Fot.15.
Fot.16. Fot.17.

     No dobra, mówię sobie, gra ale czy te lampy mają sens w obecnych czasach. Przecież nikt tych lamp już nie produkuje - teraz tylko czarne kości i droga na skróty do jakości, MP3.
     Puk, puk w czoło, a internet ?
     I okazało się to co było dla mnie niewiarygodne ale z punktu słyszenia słuszne ! LAMPY WYGRYWAJĄ Z KRZEMEM !!! 
No to do dzieła. Nabyłem komplet nowych lamp i zacząłem walkę o uzyskanie - na swoje subiektywne uszy - przekazywania dźwięku z wysoką jakością.
     Z czasem, poczciwe ECC83 z Telamu, Sovteku zastąpiły, dzięki uprzejmości Kolegi - krótkofalowca z Turka NOS-y Philipsa E83CC oraz angielskie Golden Dragony. A EL-ki 84 to wyroby ze słowackiej Cadcy. (W planie E84L - kiedy ???) Trafa głośnikowe zostały wykonane przez ... (nie będzie reklamy) „osobę fizyczną” z Wrocławia dzięki pomocy zaprzyjaźnionego Kolegi z FONARU. Trafa naprawdę wysokiej jakości - o cenie nie wspomnę hi! (ale tak znów dużo to nie!). Bez specjalnych zmian pozostał w zasadzie zasilacz, poza jedną zasadniczą - wyrzuciłem diody krzemowe i wstawiłem lampy prostownicze (EZ-ki).
     Nie będę w szczegółach omawiał schematu - nie ma w nim w zasadzie nic specjalnego.
     Nie będę podawał parametrów takich jak moc max., poziom zniekształceń, pasmo przenoszenia itp. Po prostu ich nie znam. Odpowiedniej aparatury pomiarowej nie mam i ... mieć nie będę. Odbieram - subiektywnie - dźwięk o wysokiej jakości podbarwiony basami a 16kHz już niestety nie słyszę („STAROŚĆ”) a moja małżonka słyszy, więc chyba tak źle, z tą jakością nie jest. Jeżeli chodzi o dół pasma to SŁYSZĘ - stabilny poziom zaczyna się od ok. 30Hz.
     No tak, ale żeby usłyszeć te 16kHz i 30Hz to nie wystarczy wzmacniacz. I tu zaczyna się droga przez mękę kompromisów cenowo/jakościowo/omowych do zbudowania zestawu głośników.
     Jeszcze raz napiszę - zestawu głośników a nie kolumn głośnikowych.
     Dlaczego to podkreślam. Ponieważ uważam osobiście, że wzmacniacz to jedna połówka a druga połowa to zestaw(y) głośników. A jako całość otrzymujemy dobrą aparaturę do słuchania np. Mika Oldfielda i nie tylko (w całym paśmie słyszalnym hi!).
     Głośniki, głośniki, głośniki - jako, że moje hobby nie może nadszarpnąć kasy rodzinnej (wspólnej) szukanie odpowiednich reproduktorów było nie lada wyczynem. Nie dość, że głośniki powinny być z odzysku to jeszcze winny być identyczne w obu kanałach. Liczenie x2 zaciążyło chyba na moim życiu hobbystycznym i nie tylko.
     Rozbierając stare radiomagnetofony (stereo) oraz zdobywając od starego manelarza 4 szt. eliptyków Pioniera, zgromadziłem w końcu potrzebną ilość głośników, które w założeniu miały pracować w paśmie 500Hz do 5000Hz i dlatego powinny być „szerokopasmowe”. Głośniki pracują w czterech obudowach (zamkniętych). W sumie jest ich 6 szt. na kanał.
     Trudniejszą sprawą było zgromadzenie odpowiedniej ilości i jakości głośników niskotonowych. W tym przypadku nie wchodziły w grę sprawy rozbiórkowe. Niskie tony miały iść od ok. 30-40Hz i trzeba było rozglądać się za zakupem. I tu zaczęły się schody - dobre i tanie. Wariant prawie nie do przeskoczenia i znów z pomocą przyszedł internet i Fonar, a konkretnie p. Żółtowski z Gliwic prezentujący w witrynie Fonaru swoje konstrukcje. Zasugerował mi głośniki czeskiej TESLI. Tanie i dobre, przy założeniu, że w jednej skrzyni (obudowa zamknięta) będzie ich 4 szt. !!! (razem 8 szt.) Wybrałem obudowę zamkniętą jako optymalną dla takiej ilości głośników a poza tym oporność promieniowania takiego zespołu jest tak wysoka (małe wychyły membran), że zniekształcenia powinny być minimalne. Do mojego małego pokoiku wpasowały się więc dwie skrzynie po 150 l. 
     Jako wysokotonowe pracują głośniki naszego rodzimego Tonsilu. Całość jednego zestawu to 13 głośników:

  • 4 szt. niskotonowych - do 500 Hz
  • 6 szt. średniotonowych - 500 do 4500 Hz
  • 3 szt. wysokotonowych - powyżej 4500 Hz

     Zestaw jest trójdrożny i „jakoś” to wszystko gra. A skuteczność tych 26 głośników jest nie byle jaka ! I jeszcze jedna informacja - kable łączące wzmacniacz z zestawem głośników to miedź o przekroju 2,5 mm kwadrat. Kabel kupiony w jakimś markecie po 6 złza mb.
     Jako materiał tłumiący wykorzystałem stare futra baranie (wyproszone od znajomych hi!), później gdzieś w internecie wyczytałem, że kolumny wysokiej klasy są właśnie wytłumiane baraniną ! No cóż, za wełnę owczą trzeba słono zapłacić a stare kożuszki, które wyszły już z mody zawsze gdzieś w szafach się znajdą !
     Kończę już tę trochę przydługą „opowieść”. Kończy się właśnie Oldfield z piosenkami z odległej Ziemi.
     Ale muszę jeszcze parę zdań napisać i skierować je do młodych nastolatków, którzy chcieliby poznać i zaznać czaru świecących baniek.
     Na pewno wiele/wielu z Was marzy o wzmacniaczu lampowym. Więc bierzcie się do roboty. Nic samo się nie zrobi a ceny wzmacniaczy lampowych na rynku są oszałamiające. Wierzcie mi, że zbudowanie aparatury, która Was zadowoli nie pochłania aż takich kosztów, które by zwalały z nóg. Dostęp do literatury jest, lampy można kupić. A reszta - no trochę finansów trzeba mieć, też jest do zdobycia. Niech Was nie peszą różne „naukowe” i reklamowe wywody na temat kabli, łączówek, niewiarygodnego brzmienia takiego czy innego głośnika czy lampy, itp. ukazujące się na różnych stronach internetowych i we współczesnych periodykach.
     Trzeba w budowę swojej aparatury włożyć trochę serca a efekty zaskoczą Was a w zasadzie Wasze uszy miękkim brzmieniem lamp !!!!!
     Służę, w razie konieczności przedyskutowania problemów, swoim doświadczeniem praktyka.

Olek Maśląg: maslag@interia.pl 

[galeria]

© 2003 FonAr Sp. z o.o. e-mail: waw@fonar.com.pl